Florencja - giorno 12

Ostatni dzień kursu minął. Certyfikaty odebrane, podpisane; numery telefonów wymienione...  
Moja maestra Domenica
Nasza grupa

Jest smutno, ale wierzę, że to nie jest ostatni raz... Przecież można iść dalej? Kto wie; może jeszcze kiedyś, gdzieś spotkamy się w takim niecodziennym towarzystwie ludzi naprawdę zainteresowanych nauką.
W czasie przerwy na pranzo z najbliższymi znajomymi poszliśmy coś jeszcze przekąsić i spróbować lodów lawendowych w "Perche no?" Oprowadziłam Łukasza i Julię po kilku najbliższych ciekawych punktach, wydukałam po włosku z bólem kilka ciekawostek (Łukasz w ogóle nie chciał pomóc w tłumaczeniu 😅)... a o15.00 poszliśmy grupą ze szkoły na ostatni spacer z Antonellą, która podczas przechadzki opowiedziała... dokładnie te same anegdotki co ja godzinę wcześniej 😅.
Łukasz i Julia byli przygotowani 😅, a ja zostałam nazwana przez przewodniczkę "tremenda" (dosłownie "straszna", przenośnie "upierdliwa"...), bo miałam mnóstwo pytań 😉.
Na koniec dnia jeszcze obowiązkowa passeggiata i krótkie spotkanie z Dominiką, naszą byłą uczennicą, a teraz szczęśliwą farmaceutką w aptece znajdującej się w samym sercu Florencji, przy słynnym Porcellino.
Z Dominiką. Kto z Was Ją uczył? Chodziła do nas aż 6 lat! (gimnazjum i liceum)

Zrobiło się zimno (28), a wieczorem zaczęło lać! Nic dziwnego. Florencja opłakuje najlepszych "erasmusowców", którzy muszą już wracać do domu... 


Agnieszka S. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga