Florencja - giorno 1
Pierwszy dzień na erasmusowym kursie niesie ze sobą nasze oczekiwania i zderza je z rzeczywistością. Tym razem, na szczęście, rzeczywistość przerosła moje oczekiwania!
W szkole Europass we Florencji byłam już dwa lata temu, więc część stresu odpadła (jak się dostać? jakie są warunki? czy jest klimatyzacja? 😉). Jednak obraz szkoły jest zdecydowanie inny niż w trakcie pandemii: mnóstwo uczniów (zwłaszcza licealistów), brak maseczek, wiele kursów. To napawa optymizmem.
Jestem w grupie na poziomie B1, z siedmioma innymi osobami: dwie Hiszpanki, dwie Niemki, Bułgarka, Węgierka i jeden rodzynek pół Niemiec, pół Hiszpan - a do tego inżynier (w kobiecej grupie dominują nauczycielki i pracownice uniwersytetów). Zajęcia na moim kursie "Język włoski i kultura" trwają od 9.00 do 12.40, a po lekcjach można jeszcze wziąć udział w dodatkowych aktywnościach, np. spacerki z przewodnikiem po mieście.
I dziś już było "na bogato". Po przełamywaniu pierwszych lodów i poznawaniu się na zajęciach, wzięłam udział w dwugodzinnej przechadzce po Centro Storico. Maurizio opowiadał bardzo ciekawie o życiu bogatych w średniowieczu i renesansie, a także o sztuce, tej przez duże "S". Zobaczyliśmy między innymi krzyż wyrzezbiony ręką szesnastoletniego Michała Anioła! Warto było się spocić w prawie 40 stopniach! 22 tysiace kroków i spuchnięte stopy "a la Hobbit" to efekt dzisiejszego dnia... A tu jeszcze zadanie trzeba zrobić... Może wezmę nieprzygotowanie... ? Hm, ale jak to będzie po włosku?
rompere il ghiaccio - przełamywać pierwsze lody
per fortuna - na szczęście
Agnieszka S.
W szkole Europass we Florencji byłam już dwa lata temu, więc część stresu odpadła (jak się dostać? jakie są warunki? czy jest klimatyzacja? 😉). Jednak obraz szkoły jest zdecydowanie inny niż w trakcie pandemii: mnóstwo uczniów (zwłaszcza licealistów), brak maseczek, wiele kursów. To napawa optymizmem.
Jestem w grupie na poziomie B1, z siedmioma innymi osobami: dwie Hiszpanki, dwie Niemki, Bułgarka, Węgierka i jeden rodzynek pół Niemiec, pół Hiszpan - a do tego inżynier (w kobiecej grupie dominują nauczycielki i pracownice uniwersytetów). Zajęcia na moim kursie "Język włoski i kultura" trwają od 9.00 do 12.40, a po lekcjach można jeszcze wziąć udział w dodatkowych aktywnościach, np. spacerki z przewodnikiem po mieście.
I dziś już było "na bogato". Po przełamywaniu pierwszych lodów i poznawaniu się na zajęciach, wzięłam udział w dwugodzinnej przechadzce po Centro Storico. Maurizio opowiadał bardzo ciekawie o życiu bogatych w średniowieczu i renesansie, a także o sztuce, tej przez duże "S". Zobaczyliśmy między innymi krzyż wyrzezbiony ręką szesnastoletniego Michała Anioła! Warto było się spocić w prawie 40 stopniach! 22 tysiace kroków i spuchnięte stopy "a la Hobbit" to efekt dzisiejszego dnia... A tu jeszcze zadanie trzeba zrobić... Może wezmę nieprzygotowanie... ? Hm, ale jak to będzie po włosku?
rompere il ghiaccio - przełamywać pierwsze lody
per fortuna - na szczęście
Agnieszka S.
Śniadanko w kawiarni "Buonamici" na rogu via del Leone, przy której mieszkam, to wręcz codzienny rytuał!
Komentarze
Prześlij komentarz